Nasz skarb- Bieszczady
Czasem jak słyszę rozmowy ludzi, to aż mi żal serce ściska, jak niewiele oni widzą i jak ja sama się kiedyś bardzo myliłam. Ostatnio w rozmowach słyszę tylko: no ja byłam w Turji, Francji, Egipcie itd., itp. . A w odpowiedzi pada: a ja w Chinach, Indiach, itd. Kto tam jeszcze wie, pewnie na Antarktydzie byli albo na Saharze ziarenka piasku liczyli. A ciekawe czy byli w polskich zakątkach, np. ciekawe ilu z nich zwiedziło nasze rodzime Bieszczady lub czy wiedzą co to jest Solina albo jak wyglądają noclegi pod namiotem? Nie piszę tego z zazdrości, bo kilka krajów sama zwiedziłam, ale piszę to temu, gdyż mało kto wie ile wspaniałych i ciekawych miejsc jest „na naszym własnym podwórku”. W tematyce podróży spełnia się przysłowie „Cudze chwalicie, a swego nie znacie”. Nie chodzi mi tylko o te znane wszystkim miasta jak Kraków, Poznań czy Sopot, ale o te malutkie, często ledwie widoczne na mapie kropeczki oznaczające miejscowość. Dla mnie kiedyś także marzenia o podróżach dotyczyły tylko innych krajów. Jednak kilka lat temu to się zmieniło. Jadąc z południa Polski na północ coś we mnie pękło. Przejeżdżając przez wieś gdzie było może z 5 domów, a dookoła okalały je same większe lub mniejsze wzniesienia, dostrzegłam schowany między drzewami zameczek. Wtedy zrozumiałam, jak ja naprawdę mało wiem o tym kraju i jak mało go widziałam. Po co mi widok z Wieży Eiffla, jak ja nie widziałam jeszcze polskiej krainy jezior lub po co mi Alpy skoro nie widziałam jeszcze nigdy na żywo jak śnieg okrywa delikatnie puszystą kołdrą nasze polskie Bieszczady . Dlatego apeluję do wszystkich turystów: odkryjcie najpierw „swoje podwórko”, a dopiero potem ruszajcie na podbój innych światów. Jestem pewna, że i tak dojdziecie do tego samego wniosku co ja. Inne kraje też są piękne lecz to my mamy góry, morze, jeziora i zielone równiny rozsiane po całym kraju. Do wybory, do koloru.